Kim jestem, żeby cokolwiek o Nim pisać?
Więcej ciszy dookoła, tego nam potrzeba.
Jeszcze na włosy nałożę orzechową farbę, którą kupiłam wczoraj, którą wybierałam chyba z pół godziny, wpatrywałam się w półki z dziesiątkami odcieni i nie mogłam się zdecydować, jakby to miało zmienić losy świata, to, czy wezmę czekoladową, czy kasztanową, w końcu wybrałam złoty orzech, taki lśniący, moje włosy, wiosną w słońcu, piękna wiosna, kiedy przyjdzie piękna wiosna moje włosy będą lśniły w słońcu. Ale jeszcze jest ciągle zimno, ciągle ciemno, to bez sensu, kiedy przyjdzie słońce, żeby moje włosy mogły błyszczeć, mienić się orzechowo, refleksami, promykami, na głowie mam zawsze taki bałagan, to taki kompleks, niemożliwość uporządkowania, nigdy nie jest idealnie, nigdy pewnie, tak bym chciała, żeby chociaż raz było dobrze, dokładnie tak, jak ja chcę, nigdy tak nie jest, nawet włosy mnie nie słuchają, a fryzjer mi ostatnio powiedział, że jestem jego zawodową porażką i naprawdę nie widzę nic zabawnego w tej historii, choć, kiedy ją opowiadam, wszyscy się śmieją. Cała jestem zresztą utkana z niepewności i kompleksów, i nie ma w tym nic wyjątkowego, w końcu nie ja jedna, my tak wszystkie, bo wszędzie dyktatura, wszędzie śliczność, idealność, piękne panie, takie piękne i uczesane, takie szczupłe, długie nogi, one są wszędzie, wszędzie ideały kobiecej urody, a mnie gdzie do ideału, ja mam biodra za szerokie, nogi za krótkie, a włosy to w ogóle mi się nie chcą układać. I nie wiem, jak mam skorzystać z dobiegających zewsząd dobrych rad, żeby „pokochać samą siebie”, jak mam pokochać, jak mam w ogóle próbować, skoro Ty mnie nie kochasz i wiesz, wciąż nie moge przestać myśleć o Tobie z wielkiej litery, i to mnie coraz bardziej irytuje, coraz mniej pasuje do kontekstu. A ja jeszcze masochistycznie kupuję, co miesiąc przeglądam pisma dla kobiet, o modzie, kosmetykach, zabiegach, o masażach i towarzyskich kronikach, i kiedyś nawet znalazłam tam swoje zdjęcie z jakiegoś przyjęcia, ale nie, ja nie, ja nie byłam idealna, ja byłam jak zwykle szaroburą sobą, niepewnie się uśmiechającą, nieprzekonująco pozującą sobą, myszką szarą, na salonach pełnych panter, pełnych lwic, ze złotymi grzywami, długimi nogami, zawsze chciałam mieć długie nogi i, zdając sobie sprawę ze swojej głupoty, kilka razy nie powstrzymałam się i przed lustrem zadałam sobie pytanie, czy byłbyś ze mną nadal, gdybym była piękna i gdybym miała takie nogi, jakie powinnam zawsze dla Ciebie mieć, takie jak Naomi Cambell albo jak Cindy Crawford albo jak inna jeszcze Afrodyta, na którą nie mogę przestać patrzeć i nie mogę powstrzymać drżenia warg, kiedy ją widzę, wklepuję w siebie balsam, pachnie tak pięknie, tak kakaowo, słodycz, pocieszenie, podobno czekolada poprawia humor. I jeszcze muszę zmyć z włosów tę farbę, woda z prysznica, taka ciepła, spływa po moim karku, a potem robi się brązowa, orzechowo- złocista, takie będę miała włosy, takie piękne, świecące w słońcu fale, zawsze chciałam takie mieć i Ty też ich chciałeś. Teraz przed lustro, jeszcze mam trochę czasu, na pewno sobie poradzę, na pewno dam sobie radę ze wszystkim, jestem tylko trochę neurotyczna i trochę nieszczęśliwa, ale przecież cudownie zorganizowana. Będę się starać, bo przecież musi nadejść ten dzień, w którym się widzi tę osobę, która zadała ci ból, taki straszny ból, że od tej pory nie możesz spać i trzeba być przygotowanym, trzeba być idealnie przygotowanym i trzeba dobrze wypaść wtedy, i dobrze wyglądać, i mieć pięknie ułożone fale. I umalowane oczy, więc maluję oczy, mam taką paletę cieni, jest ich mnóstwo, trzydzieści sześć cieni, najróżniejszych kolorów, zielone, niebieskie, fioletowe, różowe, złote, srebrne, dostałam od mamy, porzywiozła mi je z jakiejś podróży, wiedziała, że lubię takie zabawki, że będę się zmieniać codziennie i malować sobie powieki według koloru nieba, ale od kiedy Cię nie ma, kończy mi się szary cień, bo niebo nieprzerwanie i bez ustanku jest tylko szarobure, taka pani śpiewała, że można żyć bez powietrza, to pewnie tym bardziej można żyć bez słońca, może już za mną słońce, może zaczęła się zima, choć dla wszystkich innych zima właśnie się kończy.
skomentuj (13)Nie powinnam chodzić na imprezy, bo jak chodzę, to zawsze się musi coś stać, coś takiego, że przynajmniej przez część wieczoru mam ochotę zamknąć się w łazience i rozpłakać, czego zresztą nigdy jeszcze nie zrobiłam, ale właściwie taki dramatyczny gest byłby pewnie całkiem interesujący. Nie zamykam się więc, tylko smętnie zaciągam papierosem, nic nie mówiąc, obserwując, węsząc, zastanawiając się, co zrobię z rękami, kiedy skończę papierosa, nie mając pomysłu, zapalając następnego. Muszę spotkać kogoś takiego albo nawet rozmyślnie się z kimś takim umówić, kto kiedyś był w moim życiu nieistotną przygodą, a teraz nagle zaczynam się zastanawiać, (nie wiadomo po co, zdecydowanie za późno, tak tylko hipotetycznie) jakby to było, gdybym to ja była tą brunetką, z którą siedzi przy stoliku, zaczynam niemal organicznie czuć wargi, język, ręce, na swojej szyi, na ramionach, wszędzie. Jeszcze lepiej, jak takich nieistotnych przygód jest w jednym pomieszczeniu więcej, co co prawda przekonuje mnie, że jednak, hehe, coś się tam już przeżyło, ale z drugiej strony przywołuje wyobrażenie jakichś nieistniejących sytuacji i emocji, i wszystko to da się jeszcze znieść, dopóki nie zaczynają się żarcioszki z przeszłych romansów i hipotetycznych powrotów, bo dla mnie powroty i romanse, to jest niestety śmiertelnie poważna sprawa.
skomentuj (8)Ze sobą wzięłam z kwiaciarni tylko jedną wiązkę lilijek, śnieżnobiałych lilii, takich jak z bajek, ja zawsze najbardziej lubiłam bajkę o Śpiącej Królewnie, wokół jej zamku białe lilie wodne zawsze pływały po stawie, przynajmniej w moim wyobrażeniu tego zamku, takiego wysokiego i jasnego zamku, a każda dziewczynka chciała kiedyś być królewną i chciała, żeby książę ją obudził pocałunkiem, każda mała panienka sobie to wyobraża i rysuje w notatniku siebie w błyszczącej sukni, a przy swoim boku pięknego mężczyznę o szczerym uśmiechu. I tak wychodzę na ulicę z tymi liliami, a w międzyczasie na ulicy zrobił się ruch, jakaś pani trąca mnie w wielkim pośpiechu, a z tamtej strony to w ogóle jakieś zamieszanie, tłum pięknie ubranych ludzi i kamery, i wielki statyw, i lampa, i kamera, na pewno coś kręcą, pewnie jakiś film, może kolejny odcinek serialu, byle tylko nie tego serialu o prawnikach, bo z głównym z jego aktorów miałam ostatnio niemalże erotyczną przygodę i nie chciałabym go chyba spotkać dziś, ale to raczej nie ten serial, może reklamę kręcą, a może tam gdzieś stoi jakiś sławny aktor, jakby było miło tak z rana spotkać jakiegoś gwiazdora, amanta. Och, ale zaraz, ale tam stoi, tam przecież stoi Sebastian i woła do mnie „cześć” z wysokiego krawężnika, i zachęca mnie ręką do podejścia, woła, „chodź na chwilę, jak miło cię widzieć”, krzyczy na całą ulicę. Jego też miło widzieć, bo tak go dawno nie widziałam, a ma dziś taki garnitur elegancki i pewny siebie wyraz twarzy, pamiętam go z czasów, nas pamiętam z czasów, kiedy przez chwilę myśleliśmy, że coś, że może będzie, ale nic z tego nie wyszło, tylko dwa, czy może trzy miłe wieczory, jaki czerwony krawat, „jak fajnie wyglądasz”. „Ty też” odpowiedział, a ja spojrzałam tylko na spodnie postrzępione, buty powycierane, choć umalowałam rzęsy, to nie, ja nie, ja wyszłam tylko na chwilę, na zakupy, na zakupach nie wygląda się dobrze, ale staram się, próbuję, poprawiam wizualne wrażenie, uśmiecham się perliście i zaczynam coś mówić trochę pewnie bez sensu. Ale on nie jest tam przypadkiem i słyszę wyraźnie, że ktoś go woła i nagle okazuje się, że on taki elegancki, bo to on, on gra w tej reklamie czy serialu, nie, to jakiś teledysk chyba, dwa metry dalej stoi taka znana piosenkarka, wygląda na rozkapryszoną, i wydyma wargi pomalowane ciemną, zbyt ciemną szminką. „Sebastianie, no chodźże” wołają go, a on mi mówi „poczekaj, poczekaj chwilę, zaraz pogadamy” i idzie przed siebie, ręce w kieszeniach marynarki, taki pewny siebie i całkiem słusznie. No i ja nieśmiało staję z boku, nie wiem co ze sobą robić, chyba przeszkadzam i zaraz zwrócą mi uwagę, że nie powinnam tam być, robię trzy kroki do tyłu, w kieszeni płaszcza szukam zapalniczki, lilia wypada mi z rąk, a ja na pewno gdzieś miałam te papierosy, właściwie miałam rzucić, ale to przecież moja ulubiona czynność, przynajmniej od kiedy mieszkam sama i nie mam nawet kota. Młodziutki chłopiec podaje mi lilię, delikatnie wyciera jej płatki z pyłu, dziękuję, zapalam papierosa. Zaciągam się nim, powoli wydmuchuję powietrze, właściwie nigdy mi papierosy specjalnie nie smakowały, ale to tak ładnie wygląda, tak stylowo wygląda, już Humphrey Bogart i James Dean, oni tak zmysłowo wyglądali z papierosem w ustach, na czarno-białych zdjęciach, Ale Sebastian też ma ładne usta i w sobie coś z Jamesa Deana, i idzie tu do mnie, skończone ujęcie, on w tym ujęciu tylko idzie przed siebie, taki pewny siebie i ma te ręce w kieszeniach czarnej marynarki, a w liceum kochały się w nim wszystkie dziewczyny, pewnie teraz tuziny kobiet dobijają się do jego drzwi. Będzie mi miło, tak, będzie mi bardzo miło, porozmawiamy o dawnych czasach, o szkolnym boisku, o tym jak się kochaliśmy tak niewinnie. Wiem, wiem, że pamięta i wiem, że chociaż uśmiecha się promiennie, to na pewno nie spotkamy się znowu, bo to już nie jego świat, ja to już inny świat i zbyt długo mnie nie widział, ma pewnie zresztą jeszcze sto rzeczy do załatwienia, ale musi przecież pamiętać to boisko, musi pamiętać niezapominajki na kołdrze. Odchodzi, niech już odejdzie, powtórka ujęcia, kolejna powtórka i znowu ręce w kieszeniach, i zblazowany urok, i takie ciemne oczy, i włosy zaczesane na żel, piękne te włosy, fajnie było na szkolnych imprezach, tacy młodzi i piękni, i kompletnie jeszcze niedoświadczeni, niewinni i nieświadomi, wymienialiśmy pierwsze pocałunki w ukryciu, a zza rogu wychylała się pani dyrektor, ona była taka mała, ruda i grubiutka, nazywaliśmy ją chyba Kurczakiem, była takim okrągłym kurczakiem i miała pełne policzki, i nie znosiła całujących sie w ukryciu par, wprost nie mogła znieść tych bezczelnych przejawów pierwszego zakochania, a myśmy się właśnie pokątnie całowali i trzymaliśmy się za ręce, i, oczywiście, nie byliśmy, nie mogliśmy być jej ulubionymi uczniami. Nie spytałam dziś Sebastiana, czy kogoś ma, czy może z kimś mieszka, ja niedawno coś słyszałam, Ewelina mówiła, że on podobno się z kimś spotyka, ale przecież mogą to być tylko plotki, przecież mogą to być tylko szmery, tylko niesprawdzone pogłoski, w końcu na mieście słyszy się różne rzeczy o takich ludziach, takich, jak on, takich, co występują w teledyskach i trochę przypominają Jamesa Deana.
skomentuj (7)